53 dni naszej wyprawy minęło okropnie szybko. Przejechaliśmy 4519 km, zwiedziliśmy 5 stolic, i ogromny St. Petersburg. Przeprawiliśmy się szlakami rowerowymi przez Niemcy z pięknymi kurortami, pustą - południową i bardziej uprzemysłowioną - wschodnią Danię. Przez Szwecję, która nam wydaje się idealnym do życia krajem, ale i Finlandię, gdzie urzekły nas dobre serca jej mieszkańców. Rozdział Rosja był pisany strachem, ale tylko na strachu się na szczęście skończyło. Zatrzymując się w tym miejscu, dodam, że w Rosji jechaliśmy ok. 10 km ścieżki rowerowej poprowadzonej wzdłuż morza, o której mówiliśmy: “nawet lepsza niż w Danii”. Ale to był niestety tylko wyjątek, potwierdzający regułę, że w Rosji rowerzystów się nie szanuje. Wjeżdżając ponownie do Europejskiej Unii (Estonia), poczuliśmy skok jakości towarów, ale i atmosferę powrotu. Kraje zmieniały się częściej, niż pojawiały relacje… bo w mig byliśmy już w trochę jakby zacofanej Łotwie, a zaraz potem Litwie, którą poznaliśmy jedynie z perspektywy nadmorskich wiosek i miasteczek. I pięknej Mierzei Kurońskiej, która przeprowadziła nas znów w Rosyjskie bramy, gdzie nasze serca poczuły żal z powodu kończącej się wyprawy.
Przed napisaniem tego posta przeczytałem swoje 30 relacji i… trochę żałuję, że nie ma ich o 23 więcej. Bo efektem braku czasu na codzienne ich pisanie, był brak miejsca na pokazanie naszych wszystkich przygód i emocji. Ale w tej “trzydziestce” coś jednak jest. Bo nam te 53 dni zleciało, jak dni tylko 30…
Wkrótce zarówno u naszych patronów medialnych, jak i na naszej stronie pojawi się relacja z wyprawy ilustrowana zdjęciami. Ale uwaga - zainteresowani - uzbrójcie się w cierpliwość. Bo dla Kasi wrzesień, to walka z matematyką i fizyką, a dla mnie czas przygotowań do obrony pracy magisterskiej. I w tym boju trzymajcie za nas kciuki, jak trzymaliście je, gdy zmagaliśmy się z deszczem i wiatrem, górami i upałami, czy też pędzącymi obok nas samochodami.
A czy pamiętacie arkusze thankyourope? To przecież clue naszej wyprawy. Nie były łatwe do przewożenia. To się odczepiały, innym razem w koło wpadały i zaginały. Ale są wszystkie cztery na powrót z nami… i z Wami. Obok drukowanych 130 miejsc, pojawiło się ok. 50 nowych osób dopisywanych w kolejnych dniach jazdy, dzięki którym przebrnęliśmy przez trudy, które nas napotykały i dzięki którym, mogliśmy przeżyć, co tu dużo mówić - przygodę życia.
Dzięki!




